20 Aug 2012

O CO Z TYM CAŁYM KREOWANIEM WIZERUNKU CHODZI + UKRYTY LUKSUS

Na temat dzisiejszej (bardzo spontanicznej zresztą) notki wpadłam dosłownie godzinę wracając z zakupów w 35 stopniowym upale cierpiąc bardzo z powodu nieziemsko! niewygodnych butów. Jak to ja kiedy kupuję sobie nową parę zawsze jestem przekonana iż jest to TA para - najcudowniejsza, najwygodniejsza i najładniejsza. A gdyby tych 'naj' było jeszcze mało- staje się ona oczywiście tą najulubieńszą. Tym sposobem szybciutko zapominam o wszystkich innych , które w pomieszczeniu na buty posiadam i chodzę w nich 24/7. Możnaby rzec, iż od tego momentu dopasowuję raczej resztę stroju do butów aniżeli odwrotnie jak być powinno. Przejdźmy jednak do konkretów . Czasami zdarza się iż ta 'NAJ para' okazuje się być jak to w dzisiejszym wypadku NIEZIEMSKO (co jest o wiele, wiele silniejsze niż bardzo) niewygodna. Tutaj dochodzimy do pewnego jakże trudnego momentu : wybrać nieziemsko niewygodne (w tej sytuacji jest to spowodowane obcieraniem moich stóp ze wszystkich możliwych stron) buty i wyglądać mniej atrakcyjnie, czy mieć outfit IDEALNY zapominając o bólu i cierpieniu? To pytanie nasunęło mi się, ponieważ na dobrą sprawę już od kilku dni wiedziałam, że buty trzeba będzie rozchodzić w nieco chłodniejsze dni i teraz lepiej je odstawić. Wtedy dotarło do mnie jedno stwierdzenie - wiele osób ubiera się w swoje najlepsze rzeczy pomijając te wg nich bardziej atrakcyjne (każdy takowe ma, nawet osoby o najbardziej przemyślanym składzie garderoby!). Przecież zawsze możemy spotkać KOGOŚ WAŻNEGO, zawsze może być jakaś ARCYWAŻNA NIEPRZEWIDZIANA SYTUACJA  i trzeba wyglądać jak najlepiej. Proszę, nie mylcie tego z KUPOWANIEM niewygodnych ubrań i dodatków, które dają nam popalić już w sklepie, bo tego już naprawdę nie rozumiem. Chodzi mi tutaj po prostu o wybieranie najlepszych z najlepszych ,ot tak, NA WSZELKI WYPADEK. Tutaj stawiam pytanie - kiedy jest czas na te bardziej casualowe , mniej IDEALNE części naszej garderoby? Choć ja już ostatnio przystopowałam i przez połączenie eleganckich rzeczy z tymi bardziej niedbałymi staram się kreować look, poprzez który buntuję się przeciwko wszędobylskiej konserwatywności i elegancji. Myślę jednak iż będzie to jeszcze długo spotykanym zjawiskiem w naszym kraju, bowiem mamy tendencję do popadania ZE SKRAJNOŚCI W SKRAJNOŚĆ - albo modą i wyglądem się wcale nie interesujemy, albo przesadzamy. Umiar i balans - to przywary Francuzów, Szwedów czy choćby Niemców, których styl podziwiamy.
W tym momencie przychodzi mi także ochota na rozpoczęcie drugiego tematu, jednakże bardzo silnie z tym powyższym związanego - przedmioty luksusowe a nasze poczucie wartości. Czy też macie wrażenie iż kupujemy je głównie po to, aby pokazać innym? Ubieramy się ładnie nie tylko dla siebie, lecz właśnie dla innych? Pewnie, zdanie innych powinno być dla nas ważne. Jednakże przykładowo - mając odłożoną sumę na torebkę Louisa Vuitton (to tylko przykład równie dobrze mogłaby być od Fendi czy Chloe) wybrałabym na pewno tę bez monogramu z małym logo (ponieważ chyba wszystkie je posiadają) . Rzeczy droższe zawsze kupowałam jedynie ze względu na jakość ich wykonania, dla siebie, bym miała poczucie, że nie rzucam pieniędzy w błoto (wiadomo, niektóre buty za 100 pln nosimy miesiąc i sie rozpadają, jakby policzyć wszystkie pary kupione przez rok wyjdzie drożej niż para za 700, która trzyma się przez dobre parę(naście?) lat.) - oczywiście nie wszystko co droższe jest lepsze, także warto to podkreślić . Wracając do sedna, powinniśmy moim zdaniem kupować je dla siebie. Jednak co sprzedaje się najlepiej? Torebki z nadrukowanym monogramem wzdłuż i wszerz , koszulki, paski, czy jeansy z wielkim logo nadrukowanym bądź wypisanym cyrkoniami w najbardziej widocznym miejscu. Dlaczego tak jest? Myślę, że wiele osób chce swoje poczucie własnej wartości zawyżyć, pokazując innym że ICH NA TO STAĆ czy ONI MAJĄ LEPIEJ NIŻ INNI. System 'ja mam a Ty nie' działa i -choć nie chcemy tego przyznać- wszyscy bierzemy w nim udział. Mogę tu przytoczyć dwie sytuacje z mojego życia. Pierwsza- wyjazd do Warszawy, gdzie tutejszych z przyjezdnymi można odróżnić gołym okiem. Mieszkańcy stolicy ubrani stylowo, jednak wygodnie, casualowo jak to na bieganie po tak wielkim mieście przystało. Przyjezdni - zazwyczaj podróżujący pieszo lub metrem odziani w torby z monogramami, najwyższe szpilki i markowe okulary przeciwsłoneczne z wielkim cyrkoniowym logo paradujący po Złotych Tarasach - bo przecież jest to miejsce w stolicy najciekawsze. Druga sytuacja to pewien kolega z jednej z moich szkół, który zawsze wywijał swoje kurtki, marynarki czy bluzy metką na wierzch tak, aby wszyscy siedzący w tylniej ławce mogli ją zobaczyć. Tutaj mam pytanie dla Was - co sądzicie na ten temat, czy też to zaobserwowaliście i co jest dla Was ważniejsze- świadomość kupowania lepszych rzeczy dla siebie, pewność poprzez jakość czy też podwyższenie swojego samopoczucia poprzez pokazanie innym , że Wy też macie albo macie lepiej? Nikogo nie chcę przez to krytykować, bo nie mówię że ja tak nigdy nie robiłam, każdy z nas nawet podświadomie przynajmniej raz w życiu doznał takiej sytuacji. Pytam tylko czy jest to wg was słuszne i jak powinno być naprawdę? Może gdybyśmy przestali się TAK BARDZO PRZEJMOWAĆ innymi i ZWRACAĆ UWAGĘ NA LUDZI NIEISTOTNYCH nasz styl ewoluowałby ku lepszemu?
+ ZAPRASZAM

18 comments:

  1. Ja uważam, że rzeczy to tylko rzeczy. Nie mam czegoś co jest najlepsze z najlepszych, bo robię przemyślane zakupy i kupuję tylko to, co uwielbiam. Ale nie lubię takiego polished look, jak bym miała codziennie poświęcać czas na to, żeby się odpicować, to nie zostało by mi go za wiele na inne, o wiele ciekawsze rzeczy.

    ReplyDelete
  2. hmmm ja się czuję lepszym człowiekiem jak np komuś pomogę, lub zrobię coś co sprawi radość zarówno mi i innym, a nie poprzez to w co się ubieram. Bo dla mnie te metki czynią ludzi trochę bardziej pustymi niż bardziej wartościowymi. :)

    a co do stwierdzenia droższe znaczy lepsze się nie zgadzam. Mam wiele ciuszków z lumpa czy ze zwykłego sklepiku, które trzymają się już lata, kiedy te droższe dawno wymiękły:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadzam się , właśnie do tego nawiązuję :) Po prostu to moje ostatnie obserwacje i trochę mi smutno że ważniejsze jest w naszym 'byciu' pokazywanie innym że my mamy i my pomagamy (bo nawet tutaj wolimy pomóc na oczach innych aniżeli dla siebie) niż własna satysfakcja :)
      Dzięki za Wasze opinie

      Delete
  3. ZGADZAM SIĘ Z POWYŻSZYM TEKSTEM.
    wielokrotnie miałam taką sytuację jak Ty, że ubierałam najnowsze buty jako te najulubieńsze i najwygodniejsze a potem jak wracałam przeklinałam je w żywe kamienie. Nieraz też zastanawiałam się czy nie warto na co dzień ubrać prawie wieczorowej kiecki, a nuż bo kogoś spotkam.
    To ulubione stwierdzenie Polaków, i moje też. A nuż. na wszelkie wypadek
    Choć ja jestem zdania że nie ma większej mądrości od wszelkiego wypadku

    Pozdrawiam
    http://newlifewithfashion.blogspot.com/

    ReplyDelete
  4. Świętnie to ujęłaś! Mam podobne przemyślenia na ten temat. Ważniejsza powinna być świadomość kupowania rzeczy lepszej dla siebie, ale niestety nawet nieświadomie bierzemy udział w takim modowym wyścigu szczurów, że czasem tego nie zauważamy;/ Większość blogerek również to robi... Im drożej, tym lepiej. Bez sensu. Mnie denerwuje jeszcze jedno- ludzie chcą na siłę być modni, podążać za trendami i chociaż niektóre rzeczy nie są totalnie w ich stylu, to noszą je tylko i wyłącznie dlatego, że MUSZĄ BYĆ NA CZASIE.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przykład: autorka tego bloga.

      Delete
    2. Tak ja jestem chodzącym przykładem, haha.

      Delete
    3. Tak, masz rację, śmiesznie jest czasem na ciebie popatrzeć. Jak na klauna prosto z cyrku. Fashion victim, z naciskiem na victim.

      Delete
    4. Chyba masz bardzo niską samoocenę, by podwyższać ją sobie poniżając innych. Jeśli nie, proponuję się podpisać, ale dzięki, bo tacy jak Ty dodają mi sił i wiary w siebie:) Życzę dojrzałości:)

      Delete
  5. dokładnie, judytko przypominasz sobie może takie akcje, jak pochwaliłaś (sic! ) czyjąś bluzkę i zapytałaś się skąd jest bo chyba kojarzysz z jakiego sklepu, a gdy usłyszałaś odpowiedź ze z lumpeksu to odeszłaś z obrzydzeniem i z miną rozpuszczonego nadętego bachora? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie było takowej sytuacji :)

      Delete
    2. I podpisz się skoro jesteś taki brave anonimie:)

      Delete
  6. też się z tobą zgadzam, ale jakiś czas temu już doszłam do tego, że jest to bez sensu. Stało się to w przed dzień jakiejś imprezy kiedy to szykowałam swój outfit. Miałam specjalnie kupioną najnowszą i najdroższą sukienkę z zary. Jednak kiedy ją założyłam okazało się, że uwiera mnie trochę metka. Odcięłam ją i wtedy wzięło mnie na myślenie, czy powinnam była to robić? a co jak założę tę sukienkę jeszcze kiedyś do szkoły, będzie wf i będę chciała powiesić ją na wieszaku a tu kuleżanki pomyślą, że to jakaś bazarowa sukienka. I to mnie przeraziło. Czemu boję się spełnienia scenariusza który nie ma szans na realizację? :0 Czemu mając swój styl i swoją wizję siebie zawierzam wiodącym markom? W końcu zdecydowałam się pozmieniać coś w sukience, żeby była bardziej moja. Była z takiego sztywnego materiału trochę podobnego do filcu. Odcięłam w niej rękawki, potem wycięłam dekold, zostawiając po środku sukienki wąski pasek, aż do talii (nie w sposób wyzywający, tylko intrygujący). Mama pomogła mi usztywnić to tak by trzymało się na miejscu. Tego wieczora usłyszałam tyle komplementów, że już zawsze odcinam metki. Choc prawdą jest, że bez dobrego makijażu nie pójdę nawet do Biedronki :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja właśnie ostatnio powiem Ci, przyzwyczaiłam się do częstego wychodzenia bez make-upu, na przykład po wieczornym treningu (wiadomo iż nie trenuję z makijażem(!) ) gdy idę na spacer z psem i czuje się ok, ale do tego też trzeba dojrzeć, że ta powie, by to olać. Nie mówię o niedbalstwie bo tego nie trawię, ale o nieprzejmowaniu się , haha. A co do historii, bardzo mi się t ucinanie metek podoba :)!

      Delete
    2. Pewnie tak :) Trzeba dojrzeć by sobie pozwolić na totalną akceptacje siebie. A powiedź mi, będziesz na te edycji FW? czy jeszcze nie wiesz? ;>

      Delete
    3. Ja chyba się spróbuję zabrać do pisania prośby o rekomendacje (na dwie ostatnie edycje byłam zapraszana, ale w tym roku bym chciała być jako blogger). Ja pamiętam jak ostatnio Cię widziałam, to szczerze mówiąc myślałam, że jesteś raczej redaktorką opiekunką z Akcji redakcji ;p dopiero po wszystkim znalazłam Twojego bloga i stwierdziłam, że "no kurczę, mogłam podejść, się przywitać" :D

      Delete
  7. niech Twoje ostatnie zdanie utkwi mi w głowie na dobre

    ReplyDelete